| Przyjaźnie Wilhelma Szewczyka z Głogówkiem |
|
| Historia | |||
| Autor: Albert Szyndzielorz | |||
| Poniedziałek, 09 Lipiec 2007 15:23 | |||
|
Chciałbym uzupełnić głosy dyskutantów i referentów o osobistą refleksję, która przypomina więzy Wilhelma Szewczyka z Głogówkiem. Z Wilhelmem spotkałem się po raz pierwszy w połowie lat siedemdziesiątych na głogóweckim zamku. Byłem wtedy kierownikiem Muzeum Jana Cybisa. Autor, którego dotychczas znałem jedynie z wielu publikacji prasowych, przyjechał do Głogówka w towarzystwie posła Ziemi Opolskiej Ryszarda Hajduka. Ta krótka i niespodziewana wizyta - panowie spieszyli się na mecz pucharu europejskiego rozgrywanego przez jedną ze śląskich drużyn - sprawiła, iż nawiązany kontakt przerodził się w zażyłą i serdeczną przyjaźń. Połączyły nas śląskoznawcze pasje i badania; w sprawach śląskich był dla mnie Wilhelm Szewczyk prawdziwym ciceronem i ogromnym autorytetem. Zainteresowania śląskiego pisarza Głogówkiem datują się już od wczesnych lat powojennych. W jednym z artykułów zamieszczonych na łamach „Dziennika Zachodniego" wspomina swoje pierwsze spotkanie z moim miastem. Przejeżdżając po 1945 roku do Głuchołaz „wehikułem z demobilu zwanym dumnie autobusem" zatrzymał się na krótko w Głogówku, zafascynowany „resztkami pięknej barokowej i rokokowej architektury". Zapewne zwrócił wtedy jego uwagę zamek Oppersdorffów, w którym podczas „potopu" szwedzkiego w 1655 r. schronił się Jan Kazimierz z dworem, a w 1806 r. gościł w nim Ludwig van Beethoven. Nie wiedział jeszcze, że na obrzeżu miasta, na Winiarach, mieszka chłop-erudyta Rafał Urban, który wkrótce miał zadziwić wszystkich swoimi gawędami literackimi i twórczością -jak pisał Wilhelm - stanowiącą „jeden z najbardziej osobliwych klejnotów odzyskanej mowy polskiej i nieskażonej wiedzą, słowiańskiej wyobraźni". W. Szewczyk otworzył przed Rafałem Urbanem możliwość publikowania utworów literackich na łamach „Odry", „Przemian" i „Poglądów", co utrwaliło sławę literacką głogóweckiego twórcy. W domowej bibliotece R. Urbana dostrzegłem dedykacje pisarzy, naukowców, ludzi kultury i sztuki, np. J. Tuwima, J. Iwaszkiewicza, Z. Nałkowskiej, W. Żukrowskiego, K. Gołby, Z. Hierowskiego, K. Popiołka, G. Morcinka, J. Wantuły i oczywiście W. Szewczyka, który uważał, iż dzięki niezwykłej osobowości R. Urbana zaczęto odkrywać urodziwy Głogówek, ten „podarunek dziejów nie na miarę prowincjonalną". Również Rafał Urban odwiedza Katowice, zarówno dom rodziny Szewczyków, o czym świadczy jego wpis do „księgi gości" w 1950 r. jak i redakcje „Przemian" i „Poglądów". Rafał Urban był wiecznym wędrowcem - wspomina W. Szewczyk. -„Był wśród nas, kostur swój wędrowny opierając o ścianę, z torby podróżnej wyciągając skromne wiktuały, aby od nikogo nie być zależnym, był tutaj i swoim donośnym, nie znającym pardonu głosem obwieszczał nam swoje nowe pomysły twórcze (...).Wędrował więc po kraju. Wielu wybitnych naukowców i pisarzy przyjmowało go z przyjemnością w swoich mieszkaniach, ceniąc go za poglądy odznaczające się jakoby podwójną mądrością, archeotypową i nader współczesną". Śmierć Urbana w 1972 r. nie przerwała przyjaźni Wilhelma z Głogówkiem. To właśnie on w imieniu pisarzy polskich w mroźne styczniowe popołudnie żegna na głogóweckim cmentarzu swojego przyjaciela po piórze. W pięć lat później przemawia w imieniu Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich na otwarciu Izby Pamięci Rafała Urbana w Bramie Zamkowej w Głogówku. Charakteryzując twórczość i działalność pisarza, stwierdza, iż zasługują one na szeroką popularyzację także poprzez inicjatywy wydawnicze. Życzenie to spełniło się w dziesięć lat po śmierci Rafała Urbana. Wówczas Instytut Śląski w Opolu wydał I tom jego „Pism" (tom II ukazał się w 1990 r.) poprzedzony obszernym wstępem Wilhelma Szewczyka. W czasie promocji książki podjęto decyzję o organizowaniu tzw. „Urbanowych spotkań", imprezy litrackiej gromadzącej pisarzy z całego regionu śląskiego i z terenów Czech. Stałymi uczestnikami i duszą tych spotkań byli Wilhelm Szewczyk i Bolesław Lubosz. W ramach cyklicznych spotkań W. Szewczyka w II programie Telewizji Polskiej pt. „Z dymkiem cygara", autor kilkakrotnie przypomniał dzieje miasta Głogówka i jego wybitne osobistości. W opublikowanych potem drukiem gawędach telewizyjnych napisał: „Takich miast jak Głogówek nie ma w Polsce wiele". Swoje wrażenia z pobytów w naszym mieście utrwalał również w felietonach i esejach pomieszczanych na łamach „Dziennika Zachodniego" w rubryce „Z mojego raptularza". Przyjaźń Wilhelma z Głogówkiem zaznaczała się jego udziałem w sesjach popularno-naukowych organizowanych w naszym mieście w latach 1976 -1984 m. in. z okazji 750-lecia miasta Głogówka, otwarcia w zamku sali im. L. van Beethovena, czy IV Śląskiego Sympozjum Krajoznawczego. Katowicki twórca niestrudzenie przybliżał nam postać i dzieło Rafała Urbana. W mojej pamięci pozostało ostatnie spotkanie z przyjacielem W. Szewczykiem. Organizując cykl wystaw w Muzeum Jana Cybisa, poświęconych pisarzom śląskim, wybrałem się w dniu 15 maja 1991 r. do Katowic, do domu W. Szewczyka. w nadziei, iż wesprze mnie materiałami o życiu i twórczości swojego przyjaciela Jana E. Osmańczyka. Wtedy wręczył mi z dedykacją swoją najnowszą książkę pt. „Z dymkiem cygara". Po trzech tygodniach, 8 czerwca dziennik telewizyjny podał smutną wiadomość o śmierci Wilhelma. Do cyklu organizowanych przeze mnie wystaw życie niespodziewanie dopisało postać kolejnego śląskiego pisarza. 30 marca 1992 r. otwarłem pierwszą w Polsce wystawę poświęconą pamięci mojego przyjaciela zatytułowaną „Śląskowi - serce i pióro". Stało się to możliwe dzięki życzliwej pomocy córki pisarza, pani Grażyny Szewczyk (eksponaty) i księdza Rudolfa Barona z Bad Segeberg (transport). Wspomnieniami o bardzo pracowitym żywocie W. Szewczyka, autorze ponad 60 książek i 7000 artykułów podzielił się wtedy Bolesław Lubosz, który powiedział m.in: „Najsilniejsze kontakty nawiązane zostały z Głogówkiem. Tutaj był nader częstym gościem. Być może to Rafał Urban przekonał go do tego pięknego barokowego grodu, do jego barwnej, jakże ciekawej historii (...). Był pełen werwy, snuł rozległe plany twórcze, doskonale czuł się w gronie kolegów po piórze, lecz najlepiej w miejscowym muzeum, gdzie witano go zawsze z niezwykłą serdecznością". W wydanym przez Muzeum okolicznościowym informatorze B. Lubosz opisuje atmosferę wystawy: „Dzisiaj spotykamy się z pamiątkami po Wilhelmie Szewczyku. Organizatorzy tej unikalnej ekspozycji próbują nam przybliżyć w dużym skrócie atmosferę jego warsztatu pracy i domowego zacisza. Stąd okrągły stolik, przy którym siadywał czytając gazety i książki oraz paląc ulubione cygara. Od tego właśnie stolika służby sanitarne zabrały go do szpitala, a dalej - maszyna do pisania, która mu najdłużej służyła, stół do pracy z biblioteki, zegary (jeden wskazuje godzinę, kiedy przestało bić serce pisarza), obrazy, m.in. młodzieńczy portret żony Stefanii oraz dzieci Grażyny i Mirosława, wszystkie pędzla V lastimila Hofmana, bibeloty... no i przede wszystkim książki oraz rękopisy i maszynopisy". W części artystycznej wystąpił kwartet smyczkowy szkoły muzycznej nr. 1 z Kędzierzyna — Koźla oraz aktorka Maria Wilhelm z Teatru im. S. Wyspiańskiego z Katowic, która odczytała fragmenty tekstów W. Szewczyka o Głogówku. Organizator wystawy zaskoczony był obecnością dużego grona przyjaciół pisarza, którzy przyjechali z całego Śląska. Odczytano listy kondolencyjne, także zaprzyjaźnionych z W. Szewczykiem polityków niemieckich. Wymowny był krótki wpis w księdze pamiątkowej ministra Jana Mitręgi: „Przeżywać Wilhelma Szewczyka w Głogówku - tego się nie spodziewałem. Dziękuję". Wystawa cieszyła się dużą popularnością. Była wyrazem naszej wdzięczności za wieloletnią i owocną przyjaźń z Głogówkiem. 8 czerwca 1992 r., w rocznicę śmierci W. Szewczyka młodzież głogóweckich szkół spotkała się na sali wystawowej z córką pisarza prof. Grażyną Szewczyk, z opolskim poetą Janem Goczołem i z księdzem Rudolfem Baronem. W. Szewczyk zachęcał swoich czytelników do podejmowania i pielęgnowania kontaktów z Głogówkiem. W artykule pt. „Odnawianie przyjaźni z Głogówkiem" („Dziennik Zachodni", nr. 35, 1983) pisał: „(.,.) by wszystko to pooglądać najlepiej z Albertem Szyndzielorzem, kierownikiem muzeum i galerii Jana Cybisa, który popychając swój zwykły rower niczym najlepszy i kompetentny guide zaprowadzi nas w krainę wielkiej sztuki". Te ciepłe słowa Przyjaciela Wilhelma są dla mnie nobilitacją, motywując mnie do kontynuowania pracy i działań służących przypominaniu i popularyzowaniu twórczości imienia tego wybitnego Ślązaka w naszym środowisku.
Wilhelm Szewczyk – pisarz, publicysta niemcoznawca. Materiały posesyjne pod red. Prof. Zw. Dr hab. Józefa Śliwioka. Wszechnica Górnośląskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk im W. Roździeńskiego w Katowicach, Katowice, 2002
|
|||
| Zmieniony: Sobota, 29 Listopad 2008 21:59 |
