| Konie w Wierzchu |
|
| Ziemia Głogówecka - Artykuły i Felietony | |||
| Autor: Stanisław Młynarski | |||
| Wtorek, 27 Maj 2008 21:13 | |||
|
Piątkowy, majowy, słoneczny poranek. W zapach świeżego powietrza wplata się delikatnie woń niedopalonego ogniska. W zagrodzie na soczystozielonej trawie śpią jeszcze pokotem po wczorajszej wędrówce klacze i źrebaki, a już ludzie szykują siodła, strzemiona i uprząż do dalszej drogi… Nie, drogi czytelniku, nie jest to wstęp do westernowej powieści. To obraz, który można było ujrzeć w agroturystycznym gospodarstwie rodziny Pohl w Wierzchu koło Głogówka. Tu bowiem pierwszego maja wieczorem zawitała grupa 24 koni i ich dziewięciu opiekunów na popas i wypoczynek po całodniowej wędrówce przez pola. Ta kowbojska przygoda już od czterech lat jest udziałem właścicieli stadniny „Wild West” z Rozwady koło Zdzieszowic, państwa Agaty i Krzysztofa Lepichów oraz ich przyjaciół – instruktorów jazdy konnej. Przepędzenie takiego stada polnymi drogami aż do Mąkolna (koło Złotego Stoku) w Kotlinie Kłodzkiej nie jest zadaniem łatwym ani bezpiecznym. Spotykają się zatem nasi bohaterowie z różnego rodzaju reakcjami ludzkimi: od zachwytu i podziwu aż po złość i zacietrzewienie. Wiadomo, nie zawsze konie posłusznie chcą biec miedzą czy polną drogą. Poza tym pogoda. Ostatniego dnia dwa razy jeźdźców i zwierzęta zaskoczył ulewny deszcz. Dlatego przed deszczem czy przed promieniami słonecznymi trzeba się dobrze zabezpieczyć. W odwodzie oczywiście jest „Mercedes” z przyczepką, wiozący najpotrzebniejsze rzeczy, ale on przecież polnymi drogami jechać nie da rady. Gdyby coś (odpukać) się stało to i tak trzeba dotrzeć do umówionego wcześniej miejsca. Noclegi też wcześnie ustalone. Ale ten u Pohlów w Wierzchu szczególnie wygodny. Gospodarstwo duże, miejsca nie brakuje, karmy dla koni też. Wieczorem ognisko i westernowe śpiewanie. Schodzą się dzieciaki z całej okolicy, bo i jest na co popatrzeć i posłuchać. Im zwłaszcza podobają się kowbojskie stroje, oryginalne jak z westernów. Największą uwagę skupia na sobie Alfred Glomb. Swoim wyglądem wyróżnia się spośród pozostałych opiekunów koni. Z zawodu kowal, znawca koni, sam startuje w zawodach jeździeckich. Jego pomoc w trasie jest nieoceniona. Zna się na wszystkim i z każdej trudnej sytuacji umie znaleźć wyjście. Na swoim wierzchowcu „Ślązaku” do złudzenia przypomina postacie z kowbojskich filmów… Czas ruszać w dalszą drogę. Pani Agata osiodłała już swoją „Lalę” której nie odstępuje brązowej maści źrebak. Naprędce jeszcze opowiada nam o tym, że to konie rekreacyjne, służące do nauki jazdy, maja przed sobą jeszcze trzy noclegi: w Starym Lesie, Otmuchowie i Złotym Stoku, zanim dotrą do Mąkolna, by tam spędzić lato. Wspomina o swoich dzieciach, które już „zaraziły się” miłością do koni. I chociaż siedemnastoletniej Ani i piętnastoletniego Tomka nie ma tu dzisiaj z nami, to chętnie wyruszają na wszelkiego rodzaju wyprawy i pomagają przy zwierzętach. Pani Agata wymienia jeszcze imiona koni: Tora, Ontario, Montana… Stado rusza przez pola w kierunku Laskowic. Jakiś czas jeszcze konie odprowadzane są przez gromadę dzieciaków. Widok przepiękny. Tonące w słońcu zielenie młodych zbóż, żółć rzepaku i błękit nieba. Lekki, chłodnawy wiatr targa końskimi grzywami. ¬rebaki truchtają tuż za swoimi matkami i tylko od czasu do czasu słychać ciche rżenie.
|
|||
| Zmieniony: Wtorek, 25 Listopad 2008 22:42 |
