Głogówek Online
 
05 | 02 | 2012
Targowe dylematy Drukuj
Ziemia Głogówecka - Artykuły i Felietony
Autor: Henryka Młynarska   
Sobota, 02 Sierpień 2008 09:16
Na targowiskach dziś coraz rzadziej można spotkać „ruskich”. Tak ich kiedyś nazywano i tak nazwa ta przylgnęła do nich, choć przecież prawdziwych Rosjan wśród nich  jest naprawdę niewiele. W początkach demokracji stanowili dość sporą część handlujących na placach targowych. Sprzedawali swój towar prosto z gazet lub kartonów położonych na ziemi. Były też tak słynne u nas łóżka polowe, na których Polacy dorabiali się w NRD. Ale te czasy już się skończyły. Teraz handel rządzi się swoimi prawami, prawami ekonomii, prawem wykupu miejsca do sprzedawania na targu, prawem posiadania uprawnienia do handlu, prawem posiadania na towar faktur, płacenia „zusów” itp. itd. 
Handlowanie na targowiskach to dzisiaj nie jednokrotny wyjazd do polskiego Eldorado na szybki zarobek. Kto chce jako tako żyć, musi być tu, na miejscu. Powinien mieszkać, mieć prawo stałego lub czasowego pobytu, kupować towar w legalnych hurtowniach, na fakturę. Swój dom trzeba zostawić gdzieś tam na Ukrainie, a tu od rana do późnego popołudnia stać i czekać na klienta, który będzie zaciekle się targował o każdą złotówkę. Tym bardziej, że na kupno towaru gwarancji takiej, jak w sklepie nie ma. I tak od poniedziałku do soboty. Po fajrancie trzeba towar pieczołowicie poskładać. Z narzędziami czy innymi „twardymi” rzeczami mniej problemu, ale na ubrania, zwłaszcza te delikatne, trzeba uważać. Polak nie kupi czegoś, co ma choćby  delikatna skazę. Potem pozostają dwa wyjścia – nosić samemu albo po prostu, na szmaty.

Kiedy rozmawiam z handlującymi na targowisku Ukraińcami dowiaduję się, że  nie jest już tak dobrze, jak kiedyś. Swego czasu myśleli nawet o pozostaniu tu na stałe, teraz twierdzą, że przyszłość nie rysuje się już tak różowo. Polakom życzą jak najlepiej, a szczególnie, żeby dobrze zarabiali. To zrozumiałe – jak wam będzie lepiej, to i nam. Swoją przyszłość widzą w powrocie do domu. Ale wrócić póki co nie opłaca się. Przecież zainwestowali w towar, we wszelkiego rodzaju pozwolenia, opłaty. Zarabiają naprawdę niewiele. Utarg z dzisiejszego dnia to zaledwie 12 zł. Co się sprzedaje najlepiej? Skarpety, ciuchy... Asortyment szeroki: rzeczy elektryczne (czajniki itp.), narzędzia, gry komputerowe, artykuły wędkarskie, ubrania, kapcie. Wszystkiego po trochę. Im więcej, tym większe prawdopodobieństwo sprzedania. Można też zamówić u nich np. jakąś wiertarkę, czy piłę. Przywiozą. Ruskiego towaru nie ma, bo i skąd. Tam fabryki polikwidowali. A szkoda, bo towar, zwłaszcza ten „nastajaszczij” był bardzo dobry i trwały.

Dzisiaj pada deszcz. Nastrój nostalgiczny. Moi rozmówcy wspominają dom. Trzydzieści kilometrów od granicy w Przemyślu. Tam czeka żona, maleńki synek. Pakują towar nieco zziębnięci.

- Ja, panie po Syberii, po pracy przy siarce. Do emerytury niedaleko. Byle doczekać i jadę do domu. Syn też tu nie zostanie. Kiedyś, dwanaście lat temu, jak zaczynałem, to ja u nas byłem pan. Teraz jest wielu takich, którym powodzi się lepiej niż mnie.

Polaków lubią, maja wśród nich wielu przyjaciół. Nieraz żartują, śmieją się. Ich też nasi akceptują. Zawsze grzeczni, uprzejmi, jak trzeba, służą pomocą. W Głogówku już pięć lat. Na ile jeszcze starczy sił i chęci?

Zmieniony: Sobota, 02 Sierpień 2008 09:17
 
Podobne artykuły:
Udostępnij: