| O zmorze |
|
| Historia - Legendy | |||
| Autor: Henryka Młynarska | |||
| Niedziela, 22 Lipiec 2007 14:10 | |||
|
W Biedrzychowicach żyła pewna kobieta, o której mówili, że jest zmorą duszącą ludzi we śnie. Były to jednak plotki, bo nikt tak naprawdę nie widział zmory. Ludzie powiadają, że kiedy człowiek zaśnie, to ona siada mu na piersi i dusi go okrutnie. Śpiący jednak nie widzi stwory i po wszystkim wydaje mu się, że to był jedynie zły sen. Mąż zaś owej podejrzewanej kobiety, kiedy słyszał, co o jego żonie prawią, wpadał w taki gniew, iż lepiej było mu w drogę nie wchodzić.
-Klachule! - wykrzykiwał nieraz do spotkanych na drodze bab, gdy wracał nieźle podchmielony z gospody- Do roboty się weźcie, a porządnych ludzi zostawcie w spokoju. Najwięcej bowiem żalu czuł do bab, które jęzorów nie żałowały, by dokuczyć jemu i jego rodzinie. Zły był tym bardziej że nie wierzył w to ani za grosz, by jego kochana Ruda miała być zmorą. Nieraz w nocy się budził, by sprawdzić, czy się w nią nie zamienia. Nasłuchiwał, czuwał. Ale żona spała spokojnie, oddech miała miarowy i nic nie wskazywało na to, by się miała w cokolwiek zamieniać, a już najmniej w zmorę. Zasypiał więc spokojnie, obracając w głowie przekleństwa na głupie i plotkarskie baby. Dręczyły go jednak posądzenia łudzi, a że miał we wsi przyjaciela, zwierzał mu się z~ swojego nieszczęścia: -Już ani nikt do nas nie chce przychodzić, a za Trudą to się obracają i krzyż robią. Powiedz, chopie, no jak tu teraz żyć? Kamrat nic nie mówił, bo sam nie był pewien, czy to, co baby mówią, to czasem nie prawda. Kiwał tylko głową i wzdychał. potem podsuwał strapionemu szklankę i stukał w nią swoją. Tak po kilku głębszych problem zdawał się znikać, a rozmowa powoli. wkraczała na inne, bezpieczniejsze tematy, których we wsi nie brakowało. Po powrocie zaś do domu opowiedział swojej żonie o plotkach, jakie krążą o tym, kto we wsi jest zmorą. Żona zaś, jako że do strachliwych nie należała śmiała się z tych pomówień i mówiła coś o głupocie i ciemnocie swoich krajanek. Miała się jednak wkrótce przekonać, że to, co się we wsi mówi, wcale od prawdy dalekie nie jest. Pewnego razu, późnym wieczorem kończyła właśnie prasowanie. Mąż spał w sypialni, a że dzieci jeszcze nie mieli, w chałupie była cisza jak makiem zasiał. Nagłe kobiecie zdało się, że słyszy jakieś jęki. Trzymając ~v ręce gorące jeszcze żelazko zaczęła obchodzić wszystkie kąty. Jęczenie jednak wydobywało się z sypialni. Kiedy tam weszła, zobaczyła, że na piersi męża siedzi kot czarny, duży i depcze przednimi łapami. Śpiący zaś jęczy i wzdycha nie mogąc się poruszyć. Żona duszonego wrzasnęła na cały głos, a kiedy kot odwróciła się i zaczął szukać drogi ucieczki, rzuciła w niego z całej siły tym rozpalonym żelazkiem, które w dłoni trzymała. Nie udało jej się zabić zwierza, ale swąd palonego futra uniósł się w powietrzu. Jeszcze tylko koci ogon mignął we framudze nie domkniętego okna i w chałupie znowu nastała cisza. Dopiero teraz ze snu ocknął się mąż. Nie wiedział, co się dzieje i dlaczego żona nagle z płaczem rzuciła mu się w ramiona. -Śniło mi się, że się dusiłem... - powiedział spod półprzymkniętych powiek. - Dobrze żeś mnie obudziła. Wtedy dopiero przerażona kobieta opowiedziała mu o zmorze, która przybrała postać kota i chciała go udusić. Razem zastanawiali się, czy to czasem nie ta kobieta, o której we wsi mówili. Następnego dnia w gospodzie wieczorem znów spotkali się dwaj kamraci. -Wiesz co? - powiedział ten, którego uratowała żona - Wczoraj w nocy dusiła mnie zmora To był taki czarny kot, co siedział mi na piersiach. -Przestań - zgromił go ten drugi - przecie wiesz, że nie lubię takich głupot słuchać. -Kiedy to szczera prawda, a na dodatek moja kobieta trafiła tego kota żelazkiem, co je miała akurat gorące... - i nie dokończył tego, co miał powiedzieć, bowiem jego sąsiad upadł na podłogę bez ducha. Nie wiedział, nie mógł wiedzieć, że Truda, żona jego przyjaciela właśnie od tego wieczora miała pół twarzy spalonej z niewiadomej dla nikogo przyczyny.
|
