| Bajka o Makarym |
|
| Ziemia Głogówecka - Literatura | |||
| Autor: Stanisław Młynarski i Wojciech Węglowski | |||
| Wtorek, 14 Sierpień 2007 02:35 | |||
|
Drogie dzieci! Dzisiaj w naszym teatrze zobaczycie mrożącą krew w żyłach sztukę o pewnym mężczyźnie, który był bardzo biedny ale za to bardzo szlachetny. Już za chwilę przeniosę was w odległe czasy, kiedy to po ulicach naszego miasta chodzili rycerze, mieszczanie, mnisi. Po rynkowym bruku stąpały dostojne konie wioząc rajców, bogatych mieszczan, kupców i królewskich dworzan. Historia, którą wam opowiem zdarzyła się bowiem bardzo, ale to bardzo dawno temu. Za chwilę poznacie biedną rodzinę: ojca Makarego, matkę Różę oraz ich dzieci: Beniaminka i Klementynkę. Los im nie sprzyja. Ojciec ciężko pracuje w winnicach, matka jest ubogą praczką, a dzieci... Ech, co tu gadać. Bieda aż piszczy... scena I ubogie mieszkanie, dzieci bawią się głośno, a matka pierze pranie. Matka - Cicho dzieci! Cały dzień biegacie i krzyczycie. A pomogłybyście biednej, spracowanej matce przy praniu. Patrzcie, jakie mam schorowane ręce. Klementynka - Już ci matusiu pomożemy. Nie bądźże smutna. Beniaminek i ja pójdziemy powiesić pranie na sznurku. Matka -Moje wy kochane dziadki! Już ja sama dokończę roboty, a wy przygotujcie dla ojca stół na kolację. Chociażeśmy ubodzy, to przecie po ciężkiej pracy należy nam się talerz ciepłej strawy. Beniaminek - O matulu! Ktoś idzie, pewnie tatulo! Pójdę mu drzwi otworzyć. (biegnie, w drzwiach zamiast ojca staje -właściciel domostwa - Zarządca Kacper) Zarządca Kacper - Gdzie ojciec, smyku, co? Pewnie schował się przede mną. Już to trzy miesiące czynszu nie płacicie. Oj na bruk was wypędzę, jak do jutra pieniędzy nie przyniesiecie. Matka - Zmiłujże się panie! My biedni. Mąż mój w winnicy pracuje. Niebawem pieniądze mieć będzie, bo zbiór tego roku obfity. Przez litość na dzieci proszę cię... Zarządca Kacper - Co mi po litości, jak swojego interesu pilnować muszę. I powiadam wam - do jutra pieniądze dać musicie, bo jak nie to... (wychodzi) Matka - (do dzieci) Nie bójcie się dzieci kochane. Tatuś nie pozwoli was skrzywdzić nikomu. A ja... ja... (płacze) Klementynka - Matulu, nie płacz. Nie płacz kochana. Jużci ja z Beniaminkiem do pracy się jakiejś najmiemy. Duża już przecie jestem i roboty się nie boję. Ojciec - Dzieci, dzieci!!! Żono kochana! Wróciłem. A co wy tak siedzicie? Dlaczego ty Różyczko płaczesz? Stało się co? Możeście chorzy? Matka - Znowu był u nas właściciel domu. Powiedział, że jeśli do jutra mu nie zapłacimy, to nas wyrzuci, (płacze) Ojciec - A nie płaczże już. Pan Bóg nas skrzywdzić nie da. Pójdę i rozglądnę się. Może kto pożyczy nam pieniędzy do zbiorów. Matka - A zjedzże chociaż pajdę chleba, boś przecie głodny. Ojciec - Daj mi do torby, zjem później, (wychodzi) scena II idzie po ulicy miasta i śpiewa scenain Staruszka - Dobry człowieku, poratuj starą kobietę, która już trzy dni nic w ustach nie miała... Makary - A cóżże to, babciu, dlaczegoście głodna? Staruszka - Nie mam nikogo na tym świecie. Dzieci mnie opuściły, a mężowi zmarło się trzy wiosny temu. Oj dołóż moja dolo... Makary - Biednaś tym, biedna... Rozumiem cię, bo i mnie i mojej rodzinie nielekko. Masz tu kromkę chleba, co mi ją moja żona dała, jakem z domu wychodził ratunku szukać. Staruszka - Dzięki ci, Makary za twoje dobre serce. Teraz już wiem na pewno, że jesteś człowiekiem, którego szukam. Makary - A skądże ty matulu znasz moje imię? Staruszka - Bo ja nie jestem zwykłą staruszką... (przeobraża się w zjawę) Makary - O Jezu! A cóż to za czary? scena III Staruszka - Jestem ja królewną, co życia bym chciała Zła wiedźma mnie kiedyś okrutnie skarała Zamieniła w zjawę, bym nocą straszyła Bym była upiorna, w samotności żyła. Nie wiem, co to szczęście i słońca promienie Czy się jeszcze kiedyś w królewnę odmienię? Pomóż mi, Makary, ty jeden to możesz Całą mą nadzieję w twój e ręce złożę. Ażeby czar prysnął, czy ludzie wierzycie, Muszę kamień posiąść, ten co daje życie. Ojciec - A nie płaczże już. Pan Bóg nas skrzywdzić nie da. Pójdę i rozglądnę się. Może kto pożyczy nam pieniędzy do zbiorów. Matka - A zjedzże chociaż pajdę chleba, boś przecie głodny. Ojciec - Daj mi do torby, zjem później, (wychodzi) scena IV idzie po ulicy miasta i śpiewa scenain Staruszka - Dobry człowieku, poratuj starą kobietę, która już trzy dni nic w ustach nie miała... Makary - A cóżże to, babciu, dlaczegoście głodna? Staruszka - Nie mam nikogo na tym świecie. Dzieci mnie opuściły, a mężowi zmarło się trzy wiosny temu. Oj dołóż moja dolo... Makary - Biednaś tym, biedna... Rozumiem cię, bo i mnie i mojej rodzinie nielekko. Masz tu kromkę chleba, co mi ją moja żona dała, jakem z domu wychodził ratunku szukać. Staruszka - Dzięki ci, Makary za twoje dobre serce. Teraz już wiem na pewno, że jesteś człowiekiem, którego szukam. Makary - A skądże ty matulu znasz moje imię? Staruszka - Bo ja nie jestem zwykłą staruszką... (przeobraża się w zjawę) llW^^^ Makary - O Jezu! A cóż to za czary? scena V Staruszka - Jestem ja królewną, co życia bym chciała Zła wiedźma mnie kiedyś okrutnie skarała Zamieniła w zjawę, bym nocą straszyła Bym była upiorna, w samotności żyła. Nie wiem, co to szczęście i słońca promienie Czy się jeszcze kiedyś w królewnę odmienię? Pomóż mi, Makary, ty jeden to możesz Całą mą nadzieję w twój e ręce złożę. Ażeby czar prysnął, czy ludzie wierzycie, Muszę kamień posiąść, ten co daje życie. Ten zaś, co go z zamku przyniesie mi nocą Dostanie ode mnie klejnoty i złoto. Wiedz jednak, Makary, to zadanie trudne Czekają tam czary i majaki złudne. Jednak kiedy serce odważne i czyste Każdy czar pokona i zło przed nim pryśnie. Powiedz więc człowieku, pomożesz w niedoli? Zdejmiesz czar okrutny dasz, co mnie wyzwoli? Nie poddasz się czarom i wiedźmy ułudzie Pójdziesz dziś na zamek? scena VI Makary - A pewnie, że pójdę. Przeciem w zamku nie raz bywał. A bać się nie mam czego, bom człowiek czystego serca. Staruszka - Zatem idź i przynieś kamień życia. Poznaszgo, bo pośród innych wyróżnia się blaskiem, a i woń cudna od niego bije. Makary - Bądź zdrowa, a właściwie bądź żywa. Niebawem wrócę i przyniosę kamień. Będziesz znów żywa i piękna. Staruszka - Idź i wracaj, a nagroda cię nie ominie. Jeno pamiętaj, żebyś wiedźmie Mirgolli w oczy wprost nie zaglądał, bo cię niechybna śmierć czeka. Makary - Będę pamiętał. Do zobaczenia... scena VII Markary - Co za dziwy! Nigdym nie przypuszczał, że w swoim życiu spotkam zjawę. Kiedy babka moja mi o zjawach opowiadała, zawsze się śmiałem i nie wierzyłem, że istnieją. A tu dzisiaj... {idąc zamyślony wpada na Kozubka) O, przepraszam cię, zjawo... Zarządca Kacper - A tobie, Makary co ? Z głodu ci się we łbie miesza? Czy ja wyglądam jak zjawa? Makary - O, przepraszam was, gospodarzu. Zamyśliłem, się. Zarządca Kacper - Z myślenia nic ci nie przyjdzie. Mojego długu nie spłacisz. Wiesz, ze do jutra masz mi oddać trzydzieści talarów, bo inaczej... na bruk! Makary - Jutro dostaniesz swoje pieniądze. Na pewno. Kiedy wrócę z zamku skończą się wszystkie moje kłopoty. Zarządca Kacper - A co ty w zamku chcesz znaleźć? Makary - Jak to co? Kamień życia dla zjawy... Zarządca Kacper - Czyś ty aby nic chory? Co za brednie opowiadasz? Jaki kamień życia? Jaka zjawa? Makary - Spotkałem dziś zjawę, która kazała mi z zamku przynieść dla niej kamień życia. W zamian dostanę worek pieniędzy. Zarządca Kacper - Tak, tak... worek pieniędzy! (śmieje się) Myślał by kto! Makary bogaczem. A niech mnie! Worek pieniędzy... Cha cha cha. No to idź, a jutro nie zapomnij oddać długu. Ty mój bogaczu... cha cha cha Uuuuuu..... zjawa... worek pieniędzy... Makary bogaczem.... Makary - (do siebie) A śmiejźe się, śmiej. Ty w nid oprócz pieniędzy wierzyć nie umiesz. No, na mnie już pora. Idę na zamek. scena VIII narrator - Zamek wydawał się Makaremu bardziej tajemniczy niż zazwyczaj. Mimo, że opustoszały, ukrywał w sobie teraz mroczną tajemnicę kamienia życia. Tu i ówdzie zhuczał puchacz, przebiegły spłoszone szczury, zamigotał jakiś cień na ścianie. Zaskrzypiały stare drzwi, a rozwalone okiennice łomotały targane wyjącym wiatrem. Makary jednak nie zwracał na to uwagi. W myślach miał obraz żony i dzieci i to dodawało mu otuchy. Wszedł na zamkowy dziedziniec, a potem wiedziony jakim dziwnym uczuciem skierował się do baszty zamkowej. Po schodach zszedł do lochów... Makary - Ciemno tu, anim ze sobą świecy nie zabrał. Jak teraz odnajdę kamień. Pomóż, Panie Boże... (dostrzega migoczący kamień). A tuś mi! To musi być ten kamień, o którym mówiła zjawa. Jak on się świeci! Jak tu pachnie. Szybko, zabiorę go do torby i w nogi... Mirgolla - Hola! Kto śmie zakłócać spokój czarownicy Mirgolli? Kim jesteś, że ośmielasz się zabierać ten kamień życia. Makary - Nazywam się Makary. Pozwól mi zabrać ten kamień, abym mógł uratować od nędzy moją rodzinę. Mirgolla - A któż cię tu przysyła? Przecież o kamieniu życia nie wie nikt z żywych. Makary - Przysyła mnie zjawa, którą spotkałem przy baszcie więziennej. Obiecała, że za kamień życia dostanę od niej worek pieniędzy bym mógł zapłacić czynsz gospodarzowi. Mirgolla - A spójrzże mi prosto w oczy, bym mogła wiedzieć, że nie kłamiesz. Makary - Twój blask pani i twe wdzięki nie godne są moich oczu. Pozwól, że nie będę śmiał podnieść wzroku i pzostanę twoim niegodnym sługą. Mirgolla - Cha cha cha, zjawa uprzedziła cię, że możesz zginąć patrząc mi w oczy. Widzę, żeś mądry, ale nie pójdzie ci ze mną tak łatwo. Jeśli chcesz zabrać ten kamień i ocalić życie musisz odpowiedzieć na trzy moje pytania. Jeśli nie odpowiesz choć na jedno - zginiesz i nie będzie dla ciebie ratunku. Makary - Skoro tylko w taki sposób mogę zdobyć kamień życia - pytaj. Mirgolla - Przed laty przed laty Na zamku tym starym Król z żoną zamieszkał Myśl dobrze, Makary Król Polski tu rządził Nie w lecie nie w zimie Nazywał się wiesz już? No jak? Makary - Jan Kazimierz Mirgolla - Zgadłeś! Makary - Nie zgadłem, tylko wiedziałem. To każde dziecko w Głogówku wie. Moja matka opowiadała mi, jak król z królową Marią Ludwiką na wiosnę przybył do miasta i w on czas Głogówek był stolicą Polski. Mirgolla - Nie tskiś ty głupi, Makary, na jakiego wyglądasz. Ale teraz ci się na pewno nie uda. Słuchaj... Na zamku tym mieszkał człek niepospolity Spotkały go tutaj i cześć i zaszczyty Miał w głowie muzyczne utwory gotowe W tym piątą symfonię. Kto był to? Makary - Beethoven! Mirgolla - Znowu ci się udało. Czary jakie czy co? Makary - A cóż w tym było trudnego. To wie każde dziecko. Beethoven był gościem hrabiego i dla hrabiego właśnie napisał tę symfonię o którą pytałaś. Mirgolla - Nie, to niemożliwe. Myślałam, że w Głogówku już nikt o tym nie wie. Ale za to na trzeci3e pytanie na pewno nie odpowiesz. Słuchaj: Odgadnij co myślę: są trzy winne grona i sierpy trzy widzę i barwa czerwona Czy wiesz o co chodzi? Winogron i sierp... Na pewno nie zgadniesz... Makary - Głogówka to herb... Mirgolla - Krzyczy i zapada się pod ziemie.... Makary - A niech to, udało mi się! Teraz już będę bogaty. Ale te pytania nie były wcale takie trudne. Dobrze. Teraz szybko do zjawy i do domu. Żona na pewno umiera ze zmartwienia, scena IX Makary - Zjawo! Zjawo! Gdzie jesteś? Mam to o co mnie prosiłaś. Zjawa - A! To ty, Makary. Już myślałam, że nie przyjdziesz. Tak długo cię nie było. Bałam się, że zginąłeś i wszystkie moje marzenia przepadły. Mów. Masz kamień? Makary - Mam. To wcale nie było takie trudne, chociaż niebezpieczne. Zjawa - A co z Mirgollą? Makary - Dokładnie nie wiem, zdaje się, że rozpadła się na kawałki. Pewnie pękła ze złości. Masz, oto twój kamień... Niech ci przyniesie upragnione szczęście. Zjawa - Cieszę się. Makary, nawet nie wiesz, jaka jestem szczęśliwa. Znów będę mogła żyć, jak dawniej. Makary - Nigdym nie przypuszczał, że zwykły kamień może dać tyle szczęścia. Zjawa - Pamiętaj, nie wszystko złoto co się świeci. Ten niwielki kamień znaczy dla mnie więcej niż całe worki dukatów. Makary - Widzę, że masz już kamień, ale nie widzę, żebyś się zmieniła. Zjawa - masz rację. Żeby się zmienić muszę wypowiedzieć specjalne zaklęcie. Makary - No to na co czekasz? Zjawa - Już już... A teraz odwróć się, żeby moc kamienia mogła zadziałać. Niech się zaczną wielkie czary Niech opadnie urok stary Niech uroki wszelkie spełzną I niech będę znów królewną... Makary - odwracając się O Boże! Zjawa - Co: o Boże? Makary - Czy to aby na pewno ty, zjawo? Zjawa - Ja, ja... tylko odmieniona dzięki twojej odwadze! A teraz pora na twoją nagrodę, masz tu worek dukatów i niech przepadną teraz twoje kłopoty. Makary - Dzięki ci, nigdy tego nie zapomnę. Opowiem o tobie żonie i dzieciom.... Zjawa - Lepiej nie rób tego. Na pewno nikt ci nie uwierzy! Niech to pozostanie tajemnicą. Makary — Jak sobie życzysz. Żegnaj! I bądź szczęśliwa. Zjawa - Żegnaj! (znika) scena X Tak oto moi kochani kończy się szczęśliwie historia Makarego. Kiedy przyszedł do domu zastał swoją żonę i dzieci śpiących. Kiedy rano pokazał im pieniądze, radości nie było końca. Oddał wszystkie długi, kupił mieszkanie na własność i żyli długo i szczęśliwie. Tak, tak. Pieniądze szczęścia nie dają, chociaż:... A z bajki tej morał taki, że kto odważne ma serce i czułe, ten nie powinien się lękać biedy i niedostatków. O pięknej królewnie, która w Głogówku pojawiła się nagle nie wiadomo skąd powiadano, że była niezwykle hojna i kochała swoich poddanych. Tekst został opublikowany w Roczniku Głogóweckim 2001. Publikacja w Głogówek Online za zgodą TMG .
|
|||
| Zmieniony: Wtorek, 17 Marzec 2009 23:32 |
