| Idymy na ponć |
|
| Historia - Artykuły i Opracowania | |||
| Autor: Henryka Młynarska | |||
| Niedziela, 14 Grudzień 2008 11:02 | |||
|
Idymy na ponć… tak mawiali śląscy pątnicy, kiedy zbliżał się czas pielgrzymowania do miejsc kultu religijnego. Z wiarą w cudowne skutki modlitw wędrowali do Częstochowy, Piekar Śląskich, Warty, Wambierzyc, Barda Śląskiego, na Górę Św. Anny. Te pobożne tradycje nadal się kultywuje. Sanktuaria przez cały rok nawiedzane są przez wiernych i turystów, jednak w okresie wielkich świąt tłumy pątników wypełniają te miejscowości. Przed cudowną XVII wieczną figurką Św. Anny Samotrzeciej na Górze jej imienia, 26 lipca pątnicy modlitwą i nabożnym śpiewem radośnie uczestniczą w uroczystościach odpustowych. Starszych cieszy fakt, że młodzież pod opieką swoich szkolnych katechetów nawiedza to szczególne miejsce. Ojcowie franciszkanie zachęcają młodych do udziału w rekolekcjach, Spotkaniach Młodych, koncertach muzyki religijnej. A wszystko na chwałę Bożą. Mieszkanka Biedrzychowic - Joanna Schier z rozrzewnieniem wspomina pątnicze wyprawy na Annaberg „Współcześni pielgrzymi mają zapewnione wygody i udogodnienia, których dawniej nie było. Nigdy nie zapomnę czasów, gdy moja starka i ciotki Salomea, Marii i Martha zabierały mnie na odpust. Byłam dzieckiem, więc siedziałam w wiklinowym koszyku zawieszonym na rowerze, starsi szli pieszo, bez obuwia, wkładano je dopiero przed wejściem do sanktuarium. Wcześniej trzeba było umyć się w strumyku, którego zimna woda mnie przerażała, a dorośli wierzyli w jej cudowną moc. W czasie wędrówki jadało się postny chleb, jaja i ,,zistę, troskliwie przechowywaną w specjalnych foremkach zwanych ,,melonkami”. Było upalnie, bolały nogi, ale serca pełne wiary w sens tej pokutnej podróży. Nigdy nie zapomnę smaku słodyczy kupionych w odpustowych budach, a były to: kokosowe ,,Schneefloki”, czarna lukrecja i ,,kolebeczki-cukrowe laleczki” tzw. ,,Zuckerpuppy”.
|
|||
| Zmieniony: Niedziela, 14 Grudzień 2008 11:14 |
