|
|
 |
Wspomnienia
|
Historia
|
|
Autor: Zofia Jątrzko
|
|
Niedziela, 13 Luty 2011 20:25 |
|
Jestem mieszkanką Głogówka od urodzenia. Tutaj spędziłam dzieciństwo, zdobyłam zawód w Liceum Pedagogicznym. Z tym miasteczkiem i ludźmi, którzy tu kiedyś mieszkali łączą mnie wspomnienia. Rodzice przybyli do Głogówka w ramach repatriacji. Ale dlaczego tutaj? - Otóż właśnie. Ojciec mój pracował w charakterze nastawniczego na kolei w Stryju. Na punkcie repatriacyjnym rodzice mieli do wyboru - mieszkanie w Rudzie Śląskiej i dojazd ojca do pracy w Gliwicach, albo Głogówek z pracą i mieszkaniem służbowym na miejscu. Rodzice „poszli" w ciemno - zdecydowali się na to drugie. I tak się zaczęło. |
|
Zmieniony: Poniedziałek, 14 Luty 2011 12:29 |
|
Więcej…
|
|
Historia
|
|
Autor: Bartłomiej Rebuk
|
|
Niedziela, 07 Luty 2010 17:53 |
 Dojechałem wreszcie do mojego wymarzonego Głogówka, spod wawelskiego grodu. Piękne majowe słońce oświetlało kolejowe rabaty, pełne różnorodnych kwiatów, z wielkim pietyzmem ukształtowane przez pracowników kolejowego ogrodnictwa, które prowadził pan Kostosz. Peron naszego dworca był pięknie ustrojony narodowymi flagami, ławki dla pasażerów były wymalowane, a z restauracji dworcowej dochodziły głośne rozmowy pracowników, mających się udać na drugą zmianę do kędzierzyńskich Azot i Blachowni. Nad całością ruchliwego życia na dworcu PKP czuwał, zawsze na stanowisku, w eleganckim mundurze pan naczelnik Józef Jurek. Wychodząc z dworca, urzekła mnie piękna okolica, którą miałem przed sobą. Z lewej strony, przy ekspedycji kolejowej, rolnicy z pobliskich wiosek (Mochów, Leśniki, Dzierżysławice, Błażejowice) przeładowywali płody rolne z furmanek do wagonów, które przewoziły pierwsze nowalijki do Zagłębia Śląskiego. Z prawej strony widać plac Kopacza (tzw. Pfarrad-Kopacz), na dziedzińcu którego, robotnicy jadąc do kędzierzyńskich zakładów pracy przechowywali swoje rowery, którymi dojeżdżali z przyległych wiosek. Po przeciwległej stronie tegoż placu widać było nieczynną restaurację, prowadzoną przed wojną przez Emila Kopacza. |
|
Zmieniony: Niedziela, 07 Luty 2010 18:37 |
|
Więcej…
|
|
Historia
|
|
Autor: Jadwiga Tokarczyk
|
|
Wtorek, 26 Luty 2008 19:22 |
Ile miejsc jest na świecie, gdzie pokój odnajdziesz? W ilu sercach zagości nadzieja na dni lepsze? A wiara na ubocze zepchnięta powróci. I ta pewność, że to dzięki Matce Najświętszej. „Na skrzyżowaniu dróg do Głubczyc, z dojazdem do wsi Głogowiec, znajduje się w cieniu starych lip barokowa kapliczka, zwana w mieście kaplicą daleką (...). Kapliczka ma dość typowy kształt prostokąta, z zaokrąglonym zamknięciem i z falistym szczycikiem od frontu,a prawdziwą ozdobą wnętrza jest z czasów budowy zachowana rzeźba Matki Bożej z Dzieciątkiem, dość swobodna barokowa kopia słynnej romańskiej figurki z Barda”. |
|
Zmieniony: Wtorek, 17 Marzec 2009 23:19 |
|
Więcej…
|
|
Historia
|
|
Autor: Teofila Kołodenna
|
|
Czwartek, 17 Styczeń 2008 11:32 |
|
Front przesuwał się to w jedną, to w drugą stronę. Wojska nieprzyjacielskie robiły wielkie zniszczenia. Kiedy przyszli Niemcy, Ukraińcy zaczęli donosić na Polaków. Pewnego wieczoru w domu Jasia zjawili się Ukraińcy i kazali jemu oraz ojcu iść z nimi, a matce kazali się położyć na łóżku, przykładając bagnet do pleców. Ostrzegli, że jeśli będzie próbowała wstać, to ją przebiją na wylot. Jeden z nich został pilnować matkę, a pozostali zabrali Janka i ojca. Wyprowadzili ich w pole, gdzie już było więcej, zgromadzonych na stracenie mężczyzn. Wśród nich byli dwaj młodzi chłopcy. Pod osłoną nocy zaczęli strzelać. Zastrzelili tych chłopaków i kilku starszych. Gdy przyszła kolej na Janka i jego ojca, zdarzył się cud. |
|
Zmieniony: Sobota, 29 Listopad 2008 22:11 |
|
Więcej…
|
|
|
Historia
|
|
Autor: Teofila Kołodenna
|
|
Czwartek, 17 Styczeń 2008 11:32 |
|
Dodatek do książki Teofili Kołodennej ”Dawnych lat wspomnienie” |
|
Zmieniony: Czwartek, 17 Styczeń 2008 16:14 |
|
Więcej…
|
|
Historia
|
|
Autor: Teofila Kołodenna
|
|
Wtorek, 11 Grudzień 2007 11:24 |
|
Był 9 maja 1946 roku, a więc rocznica zwycięstwa nad Hitlerem. Jadąc spotykaliśmy defilady. Ludzie biorący w nich udział patrzyli na nas ze zdziwieniem jeszcze większym, niż tamci w poczekalni dworca kolejowego. Zobaczyli wóz drabiniasty pełen brudasów i obdarciuchów, jadący przez miasto, kiedy oni odświętnie ubrani uroczyście świętowali. Myśleli chyba, że to jakaś maskarada. Kiedy zajechaliśmy przed dom stryja, wszyscy wyszli, żeby nas przywitać. Stryj na nasz widok aż się rozpłakał. Czekał już na nas obiad i kocioł nagrzanej wody. Najpierw trzeba było zrzucić z siebie zawszone, brudne łachmany i zmyć wieloletni brud. Kiedy już wszyscy po kolei wykąpaliśmy się i włożyli podarowane czyste ubrania i jakieś buty, dopiero wtedy jak ludzie, albo przynajmniej podobni do ludzi, zasiedliśmy do pierwszego normalnego obiadu. Było nas razem aż 20 osób: oprócz naszej dwunastki (nas czworo, mój stryjek, ciocia Frania i ciocia Bronia z piątką dzieci), także ośmioro domowników (stryj z żoną, ich syn i dwie córki, zięć i dwoje dzieci). Byliśmy wszyscy tacy szczęśliwi. |
|
Zmieniony: Wtorek, 11 Grudzień 2007 11:47 |
|
Więcej…
|
|
|
Historia
|
|
Autor: Teofila Kołodenna
|
|
Czwartek, 22 Listopad 2007 11:21 |
|
Minęło lato. Czekała nas kolejna okropna zima. Bałyśmy się jej. Zastanawiałyśmy się, jak sobie poradzimy, co z nami będzie, ile jeszcze takich zim przyjdzie nam na tym wygnaniu przeżyć. Ale zaczęły dochodzić do nas głosy, że Ameryka i Anglia naciskają na Stalina, żeby uwolnił Polaków i pozwolił im wrócić do kraju. Z nadzieją oczekiwaliśmy dnia powrotu. Wreszcie zaczęli nas spisywać i pytać, czy chcemy wracać. Oczywiście wszyscy chcieliśmy, więc zaczęli wyrabiać nam dokumenty potrzebne do wyjazdu. I oto dowiedzieliśmy się, że wyjedziemy 26 marca, póki jeszcze rzeka jest zamarznięta i żeby sańmi mogli nas odwieźć do Krasnojarska. |
|
Zmieniony: Sobota, 29 Listopad 2008 22:14 |
|
Więcej…
|
|
Historia
|
|
Autor: Teofila Kołodenna
|
|
Sobota, 20 Październik 2007 03:00 |
|
Po śmierci mamy pisałam do tata list za listem. To przynosiło mi trochę ulgi. Wreszcie nadszedł długo oczekiwany list od taty. Pisał w nim, że żyje i że wyszedł z boju bez szwanku. Napisał też, jaką radość sprawił mu mój list, który napisałam do niego przed Bożym Narodzeniem, zanim mama pojechała w swoją ostatnią podróż. List ten ułożyła mi mama. Był pisany wierszem, bardzo długi i ładny. Żałuję dziś, że nie zachowałam z tamtych czasów żadnej pamiątki, w postaci listu, czy dokumentu, ale dla mnie wtedy było to nieistotne. Tato pisał, że w dzień Wigilii zebrali się razem (on i kilku kolegów) i on przeczytał im głośno mój list, który wzruszył ich tak bardzo, że wszyscy płakali. Wówczas nie wiedział jeszcze o śmierci mamy. |
|
Zmieniony: Sobota, 20 Październik 2007 17:36 |
|
Więcej…
|
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 3 |
|
|
|
|
 |